' .. bo za dużo o tym myślicie'
7 cykl starań.
Rano zrobiłam test ciążowy. Przez ostatni rok zrobiłam ich więcej, niż niektóre kobiety przez całe swoje życie. Oczywiście negatywny, jak zwykle. Doszłam do perfekcji w przyglądaniu się testom. Pod kontem, pod słońce, w zaciemnionym miejscu, po wyznaczonym czasie. Sprawdzam wszystkie opcje. Właściwie powinnam ten post zacząć słowami 7 cpp, jeśli ktoś wie co oznacza ten skrót to znaczy że kiedyś jego serce rozbiło się na milion części. Jeśli jednak dla kogoś ten termin nie jest jasny, to spieszę z odpowiedzią. Jestem w siódmym cyklu starań po poronieniu. To z kolei oznacza że byłam już kiedyś mamą i nadal jestem! Jestem mamą aniołkową.
W ciążę zaszłam w 5 cyklu starań, wydawało mi się wtedy że trwa to wieki i że przecież wszystkie bliskie mi kobiety z rodziny i otoczenia zachodzą szybciej. Próbowaliśmy wyłącznie w naturalny sposób, najtańszy kwas foliowy, żadnych wstępnych badań, czyli tak jak wszyscy którzy zaczynają swoją drogę by zostać rodzicami. W maju 2017 roku w końcu się udało ( teraz myślę że poszło całkiem sprawnie). Byliśmy szczęśliwi, snuliśmy plany na przyszłość. Nasze szczęście opuściło nas po 11 tygodniach i od tego czasu miesiąc w miesiąc przeżywam gehennę.
Zwykle byłam osobą, która dobre rady jednym uchem wpuszcza drugim wypuszcza. Słuchałam, ale nie zaszczycałam mówcy odpowiedzią, ewentualnie grzecznie się uśmiechałam. Dzisiaj toczę pianę z pyska na stwierdzenie ' za bardzo wam zależy, odpuśćcie a na pewno od razu się uda'. Reaguję jawną agresją. Oczywiście mam tę świadomość że każdy mówi to w dobrej wierze, ale z ręką na sercu - wolę brak pytań i zainteresowania niż słuchanie, jak to sama ten proces blokuję bo za bardzo mi zależy. Bez względu na to czy koleżanka twojej przyjaciółki odpuściła i od razu się udało, czy też kuzynka sąsiadki rok się starała, a zaraz po tym jak zrezygnowali ze starań zaszła w ciążę. Bez względu na to ile takich historii w waszym otoczeniu miało miejsce, nigdy nie wypowiadajcie przy osobie, która stara się o dziecko, słów ' za dużo o tym myślicie, za bardzo wam zależy'. Co to w ogóle znaczy za bardzo? Kto wymyślił jakąś granicę pomiędzy racjonalnym podejściem a tym za bardzo?
Osoba, która miesiąc w miesiąc nie przygląda się testom ciążowym, nie liczy dni pozostałych do testowania i nie stara się samej siebie przekonać, że nowy cykl to nowe szanse, nigdy tego nie zrozumie. Powinien istnieć jakiś limit rozczarowań na rok. Kobiety starające się przeżywają ich tak wiele, że niepotrzebnym jest psychiczne maltretowanie ich stwierdzeniami że powinny odpuścić. Przede wszystkim dlatego że odpuścić nie zamierzają. Wasza rada na pewno tego nie zmieni.
Niestety problem ten dotyczy bardzo często najbliższej rodziny, w moim przypadku to mama raczy mnie swoimi cennymi wskazówkami o blokadach psychicznych. Ostatni raz miało to miejsce 2 tygodnie temu po wizycie u ginekologa. W jej przypadku to chyba nigdy się nie skończy.
Jakby nie było, pozostały nam 3 miesiące do zdiagnozowania nas przez lekarza jako parę niepłodną. Z jednej strony nie mogę się tego doczekać. Wiem że brzmi to bardzo dziwnie, ale wiem że wtedy zaczniemy wdrażać leczenie i nasze szanse się zwiększą. Z drugiej strony jednak chciałabym wierzyć że uda nam się począć dziecko przed deadline'em. Gdyby to zależało tylko ode mnie to już dawno starałabym się z pomocą medyczną. Nie robię tego tylko dlatego że mój eMek woli poczekać do roku bo on chyba na prawdę wierzy że nam się uda.
Rano zrobiłam test ciążowy. Przez ostatni rok zrobiłam ich więcej, niż niektóre kobiety przez całe swoje życie. Oczywiście negatywny, jak zwykle. Doszłam do perfekcji w przyglądaniu się testom. Pod kontem, pod słońce, w zaciemnionym miejscu, po wyznaczonym czasie. Sprawdzam wszystkie opcje. Właściwie powinnam ten post zacząć słowami 7 cpp, jeśli ktoś wie co oznacza ten skrót to znaczy że kiedyś jego serce rozbiło się na milion części. Jeśli jednak dla kogoś ten termin nie jest jasny, to spieszę z odpowiedzią. Jestem w siódmym cyklu starań po poronieniu. To z kolei oznacza że byłam już kiedyś mamą i nadal jestem! Jestem mamą aniołkową.
W ciążę zaszłam w 5 cyklu starań, wydawało mi się wtedy że trwa to wieki i że przecież wszystkie bliskie mi kobiety z rodziny i otoczenia zachodzą szybciej. Próbowaliśmy wyłącznie w naturalny sposób, najtańszy kwas foliowy, żadnych wstępnych badań, czyli tak jak wszyscy którzy zaczynają swoją drogę by zostać rodzicami. W maju 2017 roku w końcu się udało ( teraz myślę że poszło całkiem sprawnie). Byliśmy szczęśliwi, snuliśmy plany na przyszłość. Nasze szczęście opuściło nas po 11 tygodniach i od tego czasu miesiąc w miesiąc przeżywam gehennę.
Zwykle byłam osobą, która dobre rady jednym uchem wpuszcza drugim wypuszcza. Słuchałam, ale nie zaszczycałam mówcy odpowiedzią, ewentualnie grzecznie się uśmiechałam. Dzisiaj toczę pianę z pyska na stwierdzenie ' za bardzo wam zależy, odpuśćcie a na pewno od razu się uda'. Reaguję jawną agresją. Oczywiście mam tę świadomość że każdy mówi to w dobrej wierze, ale z ręką na sercu - wolę brak pytań i zainteresowania niż słuchanie, jak to sama ten proces blokuję bo za bardzo mi zależy. Bez względu na to czy koleżanka twojej przyjaciółki odpuściła i od razu się udało, czy też kuzynka sąsiadki rok się starała, a zaraz po tym jak zrezygnowali ze starań zaszła w ciążę. Bez względu na to ile takich historii w waszym otoczeniu miało miejsce, nigdy nie wypowiadajcie przy osobie, która stara się o dziecko, słów ' za dużo o tym myślicie, za bardzo wam zależy'. Co to w ogóle znaczy za bardzo? Kto wymyślił jakąś granicę pomiędzy racjonalnym podejściem a tym za bardzo?
Osoba, która miesiąc w miesiąc nie przygląda się testom ciążowym, nie liczy dni pozostałych do testowania i nie stara się samej siebie przekonać, że nowy cykl to nowe szanse, nigdy tego nie zrozumie. Powinien istnieć jakiś limit rozczarowań na rok. Kobiety starające się przeżywają ich tak wiele, że niepotrzebnym jest psychiczne maltretowanie ich stwierdzeniami że powinny odpuścić. Przede wszystkim dlatego że odpuścić nie zamierzają. Wasza rada na pewno tego nie zmieni.
Niestety problem ten dotyczy bardzo często najbliższej rodziny, w moim przypadku to mama raczy mnie swoimi cennymi wskazówkami o blokadach psychicznych. Ostatni raz miało to miejsce 2 tygodnie temu po wizycie u ginekologa. W jej przypadku to chyba nigdy się nie skończy.
Jakby nie było, pozostały nam 3 miesiące do zdiagnozowania nas przez lekarza jako parę niepłodną. Z jednej strony nie mogę się tego doczekać. Wiem że brzmi to bardzo dziwnie, ale wiem że wtedy zaczniemy wdrażać leczenie i nasze szanse się zwiększą. Z drugiej strony jednak chciałabym wierzyć że uda nam się począć dziecko przed deadline'em. Gdyby to zależało tylko ode mnie to już dawno starałabym się z pomocą medyczną. Nie robię tego tylko dlatego że mój eMek woli poczekać do roku bo on chyba na prawdę wierzy że nam się uda.
Komentarze
Prześlij komentarz